15 października 2017

Nie mam nic do powiedzenia.

     Domyślam się, że tytuł posta może nie zachęcać do dalszego czytania, w końcu o czym może pisać człowiek przyznający się do tego, że nie ma nic do powiedzenia? Nowy blog, pierwsze kroki ku znalezieniu czytelników i wstęp sugerujący brak wiedzy na jakikolwiek temat. Co może bardziej zniechęcić, co może mniej zainteresować?
     Jestem tylko człowiekiem wśród innych ludzi, człowiekiem zdającym sobie sprawę z tego, że zaistnienie gdziekolwiek poza własnym umysłem może być trudne. Może warto jednak spróbować wynieść swój umysł poza... umysł? Pozwolić mu zaistnieć tam, gdzie mógłby doczekać się obserwatorów, którymi nie będę wyłącznie ja sama? Niech oddycha własnymi płucami.



Nieśmiałość.
    
Jestem pewna, że właśnie ona przyczyniła się do tego, że od zawsze uchodziłam za osobę nie mającą do powiedzenia niczego, co mogłoby zainteresować jakąkolwiek osobę z mojego otoczenia. Nieustający brak odwagi, by odezwać się choćby na chwilę, nieustająca panika na myśl o usłyszeniu własnego głosu dryfującego w oceanie innych głosów. Czego się bałam?

     Gardło ściśnięte niewidzialną dłonią, która nie pozwalała mi mówić, pot okalający moje ciało niczym peleryna ze stali i drżenie, którego ciche dudnienie przeszywało wnętrze mojej głowy jak ostrze. Ponownie pytam: czego się bałam? Ja, istota tak niewielka i tak niedoświadczona, poruszająca się wśród równie niewielkich i niedoświadczonych osób? Nikt nie był mądrzejszy ode mnie, ani ja nie byłam mądrzejsza od nikogo. Skąd więc we mnie uczucie, które sugerowało, że jest inaczej? Skąd myśl, że nie jestem w stanie innym dorównać? 

Brak wiedzy na wiele tematów.
     Jako dziecko bardzo długo nie miałam dostępu do internetu i telewizji satelitarnej. Wiązało się to z tym, że jeśli już udało mi się przebić przez grubą warstwę nieśmiałości i poznać jakieś koleżanki, nadal nie miałam niczego ciekawego do powiedzenia. Nie oglądałam programów, które były popularne, nie znałam zespołów będących w tamtym momencie na szczycie i o których z zapartym tchem rozmawiały wszystkie dziewczynki. Skąd miałam je znać? Czułam się tak, jakby ktoś zamknął mnie w słoiku nie pozwalając na poznania świata. Do tej pory pamiętam śmiech koleżanek, kiedy na pytanie "Lubisz Tokio Hotel?" odpowiedziałam "Nie wiem, nigdy w nim nie byłam". Nie miałam pojęcia, kim jest Miley Cyrus, a kim Hannah Montana. Czym jest Jonas Brothers i dlaczego Witch jest lepsze od Winx lub na odwrót? To sprawiło, że stałam z boku nie odzywając się ani słowem, bo na jakiej podstawie miałabym się odzywać?
     Któregoś dnia moje oczy upatrzyły sobie kolorowe czasopisma: Popcorn, Bravo i tym podobne. Skarbnica wiedzy! Wiedziałam już, kto jest aktorem, kto piosenkarzem, które filmy i seriale są najpopularniejsze i dlaczego. Mimo to nadal nie mogłam brać udziału w dyskusjach, ponieważ skąd miałabym wiedzieć, która piosenka Tokio Hotel najbardziej mi się podoba, skoro nie znałam ani jednej? Nie chciałam prosić koleżanek o zapoznanie mnie z utworami, za bardzo bałam się wyśmiania.
     Moda. Kolorowe spodnie, koszulki, balerinki! Każda szanująca się młoda dama powinna wiedzieć, jaka bluza pasuje do nowiutkich lawendowych spodni. Każda. Tylko nie ja. 

     Wielkie tragedie młodego człowieka, które w tym momencie wydają się śmieszne, niepoważne, bezsensowne. Takie właśnie były, ale wykreowały we mnie człowieka stojącego na uboczu. Wraz z dorastaniem tematy do rozmów i zainteresowania się zmieniały, sama zaczęłam interesować się czymś ambitniejszym, niż przysłuchiwanie się dyskusjom odnośnie przystojnego młodego piosenkarza, jednak pozostałam cichym, szarym człowiekiem.
     Nie odzywałam się za wiele, polityka? Religia? Filmy? Książki? Naprawdę wolałam przysłuchiwać się rozmaitym dyskusjom, niż wziąć w nich czynny udział, co sprawiło, że utrwalił się pogląd o tym, że... nie mam nic do powiedzenia. 

Strach przed wypowiadaniem myśli.
     Myślę, zastanawiam się, analizuję. Robię to tak samo, jak wiele innych osób. Myślę o sensie ludzkiego istnienia, o tym, jak człowiek jest w stanie się rozwinąć, jakie ma talenty i jak powinien pokazywać je światu. Mam wiele pomysłów, z których na pewno co najmniej kilka mogłoby być wartych wysłuchania, czy nawet wprowadzenia w życie, funkcjonowanie. Myślę, a jednak nie wypowiadam swoich myśli na głos. 

Bycie nudnym człowiekiem.
     Na pewno zapracowałam sobie na miano nudnej osoby. Takiej, która pozornie nie posiada żadnych zainteresowań, ciekawych poglądów, pomysłów, czy chociażby sposobu bycia, które choć w niewielkim stopniu zwracałoby na siebie uwagę. Charyzma? Ciekawość świata? Hobby? Na pewno nie znajdzie się to u mnie- jak stwierdziłaby pewna grupa ludzi.
     Niewidzialna, stojąca gdzieś z boku ja, bojąca się odezwać. Pamiętam swoją odpychającą postawę- lekko przygarbiona, ręce ciasno splecione, ogromne i wystraszone oczy patrzące gdzieś w podłogę. Taka osoba z pewnością nie ma nic do powiedzenia. 
  
Czy naprawdę nie mam nic do powiedzenia?
     Tego nie wiem. Jestem w końcu tylko człowiekiem, któremu zdarzają się pomyłki, nieporozumienia, błędy. Nie mogę zapewnić Wam tego, że w tym blogu znajdziecie coś interesującego, coś innego, wyjątkowego, zapierającego dech w piersi. Nie mogę zapewnić tego, że zechcecie tutaj wrócić, że znajdziecie ze mną nić porozumienia, że Was czymś zainspiruję, czy zainteresuje swoją osobą. Jedyną pewność, jaką mogę Wam dać jest to, że będę prawdziwa. Mój umysł potrzebuje dzielenia się z Wami tym, co sprawia, że jestem tutaj, że oddycham, rozkwitam. 

     Zmieniłam się, przestałam ukrywać myśli i uczucia, zaczęłam wypuszczać swój umysł poza granice mojej głowy, przestałam się ukrywać. Czy to sprawiło, że jestem teraz innym człowiekiem? Nie. Moje myśli, moje pasje, mój punkt widzenia, moje wnętrze- to wszystko pozostało niezmienne. Jestem i jutro też będę- Tym Samym Człowiekiem. 


Pozdrawiam,
Pola Audrey.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Świat oddycha.

     Lubię myśleć, że wszystko co mnie otacza ma swoją własną duszę, swoje własne płuca, które codziennie wdychają powietrze, swoje niewypo...